Zawsze należy zadawać pytania. Zawsze trzeba wątpić. Mądrość: myśleć ze sceptycyzmem i działać z optymizmem. - Hermann Hesse
RSS
środa, 14 maja 2008
No tak...

    Wiosna... widoczna wiosna... wiadoma wiosna... zielono... słonecznie... owad frunie za owadem. Gonią za ptactwem, które krąży nisko. O! Popatrz! Motyl siada na łace! Nieświadomy zupełnie dziecka idącego w jego stronę. Dziecko - na oko - lat siedem. Niesie siatkę na motyle. Biedny motyl - z zapylania stanie się już tylko pięknem uwiezionym na zawsze. Zawsze - w jego przypadku - nie będzie trwało długo. Taki już jego los. Został wybrany. Wytypowany do opuszczenia tego świata w objęciach delikatnej, ale jednak mocnej konstrukcji.

    Już nie ma motyla. Dziecko płacze, że ten przestał się ruszać w objęciach jego - pełnych miłości - palców.

    Mnóstwo kolorowych akcentów w tej soczystej zieleni traw. Niestety już idą. Depczą wyobraźnie kolorów. Kontrast przeplatający to miejsce ginie pod ich stopami.

    Ludzie to podły gatunek.

    Autobus. Czuję się jak w próżni. Oddycham wydychanym przez tłum powietrzem. Okno nie daje się otworzyć. Duszno i straszno. Dobra, wysiadam.

    Żeby tak jeszcze wiosna wkradła się do serca. Zawładnęła rozumem. Wiwat wiosna! 

16:18, jakob.michalski
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 20 kwietnia 2008
Witam!

    No tak, większość z Was mogła już nawet zapomnieć adres tejże strony, na której to nieraz już dokonywałem zrywów i prób opisywania spostrzeżeń ze świata, bądź - choć bardzo tego nie chciałem zakładając tęże stronę - opisach własnych poczynań. Można zapytać czemu nie chciałem... Otóż nigdy nie chciałem pisać "blogo-dziennika". Jednakże mój częściowy emocjonalny ekshibicjonizm niejednokrotnie bierze nade mną górę... To w sumie może być częściowym usprawiedliwieniem zaniku mojej aktywności... Oczywiście zdaję sobie sprawę, żę niewiele to tłumaczy jak też, że nie do końca można zawierzać takiemu powodowi ;) Ale czy to ważne? Jestem tu. Znowu. I nie wiem czy tym razem na dobre.

    Po takim - jak zwykle rozwiązłym - wstępie wypadałoby napisać coś więcej. I tu pojawia się kolejny problem. Jaki? Otóż najłatwiej byłoby mi się teraz uzewnętrznić, udostępnić całemu światu informacje o tym, co to się u Jakuba M. dzieje (łojej... zabrzmiało, jakbym był poszukiwany ;p), a chyba nie do końca chcę to robić. Jednakże skoro już zacząłem, postaram się opisać stan mego umysłu w sposób dość dowolny. Pojawi się wiersz biały, równoważniki zdań, proza i z całą pewnością bełkot filozoficzno-psychologiczno-socjologiczny (na marginesie dodam, że mam w planach w przyszłości napisać takim właśnie bełkotem całą książkę, także szable w broń i przygotować się moi mili). W każdym razie będę się starał nie opisywać konkretnych faktów. Tego, co się dzieje, a dzieje się dużo.

    Wszystkie moje egzystencjalne dylematy, które od dawna pączkowały, doczekały się swoistego zenitalnego punktu... Doszedłem do momentu, kiedy wszystko jest na ostrzu noża, bezsens wzbiera z każdym dniem. Bezsenność przeplatana z niemożnością przebudzenia. Żal i niechęć do świata przeplata się z wielkimi planami zmiany całego życia. Momenty hucznej zabawy przeplatają się z długimi okresami zamknięcia. I ta myśl, że ściany widzą i wiedzą za dużo. Uczucie dziwnego, totalnego osamotnienia w grupie zaufanych przyjaciół. Nadzieja ich zobaczenia na przemian z ukrywaniem się przed nimi. I nie chce mi się żyć, i nie chce mi się po prostu wegetować, i chcę oddychać pełną piersią, rozwijać skrzydła, i wiem, że to prawie niemożliwe… I ta nieustanna myśl – ech! Rzucić to wszystko w czorty i wyjechać, zacząć na nowo, z czystym kontem… Dokonać resetu systemu. A może po prostu za dużo myślę? Może wezbrała we mnie jakaś słabość (bynajmniej tym razem nie do kobiet)? A może jestem w ciąży? 
    Teraz, właśnie teraz powstać musi nowa jakość. Nowa – lepsza jakość. Raczej wyższe stadium poprzedniej niźli zastępnik. No dobra, macie mnie. Tak, będę się starał zapanować nad światem. A co?! Ułożę wszystko, jak być powinno, żeby wszystkim żyło się lepiej  A tak poważnie, to pamiętacie ten wierszotwór mego pióra mówiący, że „pozostały mi tylko bojaźń oraz drżenie”? Och jakież to teraz adekwatne. Może powinienem znowu powrócić do Kierkegaard tylko po to by znów cofnąć się do Schopenhauera? Widzicie? Już nawet proporcje mi się mieszają i wstęp ze słowem wstępnym zawiera więcej treści (niekoniecznie merytorycznej, bo takiej tu niewiele) niż cały nieudolny wywód. Ale cóż, cel został osiągnięty. Ja napisałem, Wy przeczytaliście. Choć przez chwilę udało mi się wpłynąć na Wasze życie. Przez te kilka minut byliście ode mnie zależni. Ot! Kolejna relacja przyczynowo – skutkowa, a jakże. Można by powiedzieć, że to wszystko było tylko moją zamierzoną ingerencją w Wasze życie, jakoby eksperymentem, ale jakie ja mam prawo do tego? Wiecie, może właśnie coś Was w życiu minęło złego lub dobrego, bo ja na tą krótką chwilę zająłem waszą uw
agę… Kto to wie… W każdym razie po raz kolejny widzę, że wszystko jest zależne. Można by zapytać: od czego to jest zależne? Od wszystkiego, od każdego, od Ciebie, ode mnie, od innych. Każdy ma siłę zmienić i podbić świat. Musi tylko „coś” zrobić, a lawina już sama się posypie…
    Do następnego moi mili! Miejmy nadzieję, że już niedługo.

 

No tak, tym razem na jasno. Moja zapijaczona morda na półmetku ;p 

Taaa, ujęcie nie najlepsze, ale lepsze takie niż żadne... Wszak nie codziennie człek piękny i silny ^^
14:54, jakob.michalski
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 12 listopada 2007
Życie...

   

     Dzieje się wiele… oj wiele… Nie mogę też powiedzieć, że dzieje się dobrze… Kilka porządnych żartów od życia wymierzonych mojej osobie i znów powątpiewanie w to wszystko się pojawia…
Wiem – przejdzie.

    Na szczęście udało się pożegnać IV RP, acz niewiadomo czy my teraz w III, czy w V jesteśmy, tak jak i do końca IV nie ujrzeliśmy (dzięki Bogu!). Generalnie cel został osiągnięty – PiS odsunęliśmy od władzy, ale czy to wystarczy żeby być zadowolonym? Jakoś nie do końca ufam platformie. Jakoś pachnie mi to nielogicznym naciągactwem u podłoża. Wszak jak może się partia za liberalną podawać, skoro jest centro - prawicowa, na dodatek zawiera w sobie ludzi również konserwatywnych poglądów? Troszkę kuleje mi tu idea liberalizmu. Poza tym gdzie ma być ten obiecywany „cud gospodarczy”? Otóż ministerstwo gospodarki oddane zostało PSL’owi… Wiem, to było do przewidzenia, przecież cuda zostawmy Bogu, człek nie potrafi ich na się sprowadzać. No nic, zobaczymy jak to będzie… Liczę i tak na to, że w następnych wyborach lewicy pójdzie lepiej, znacznie lepiej…

    Już 23-go USG kolana u speca nad specami. Wszystko się okaże. Operację chciałbym mieć dzień przed świętami, by w ich trakcie leżeć w szpitalu. Wreszcie miałbym święty spokój i nikogo bym nie denerwował, i nikt nie denerwowałby mnie… Will see…

    Staram się zdobyć kredyt studencki, który to jest jedynym chyba ratunkiem w obecnej sytuacji (mamuśka będzie znowu bez pracy, te ch**e,
z którymi mieszkam niczym się nie przejmują i mają mnie daleko w poważaniu).


    Oj życie, życie… Jaja to ty sobie umiesz z człowieka robić.


16:53, jakob.michalski
Link Komentarze (3) »
niedziela, 30 września 2007
Zarabianie kasy w necie

 

Pomyślałem, że skoro już zamieściłem tu buttona (w prawym górnym rogu "follow the") i link do strony przedpremierowej akcji, w której można zarobić pieniądze, to wyjaśnię w skrócie o co chodzi...

Zasadniczo projekt jest oparty na handlu internetowymi multimediami. Mówiąc multimedia mam tu na myśli takie rzeczy jak: muzyka, książki w formacie audio, czasopisma itp. Będzie to polegało na możliwości wykupienia plików na swój dysk twardy, w przyszłości możliwe jest, że będzie można wykupić dostęp do wybranych serwisów... Nie musimy posiadać umiejętności budowania stron www, czy tym podobnych. Sposobów na sprzedaż produktów będzie wiele, również ręczne polecania, poprzez link, czy umieszczanie ich na swoim blogu itp. Najważniejsze jest, że nie będziemy musieli oferować czegoś, czego nie chcemy sprzedawać – sami wybieramy produkty do naszego ‘internetowego sklepu’. Możemy zarobić aż do 30% sprzedanego produktu!
Kolejny sposób na profit jest taki, że zarejestrowane „pod nami” osoby w projekcie zarabiają też na nas (10% ich zysku idzie do naszej kieszeni). W związku z tym wiadomo, że pierwsi zarobią najwięcej…
Cały pomysł został zaciągnięty z amerykańskiego marketingu internetowego. Duża część rynku jest u nich oparta właśnie na takich projektach. Dodam jeszcze, że w Polsce przeznaczono na to ponad 1 milion złoty, co robi wrażenie i rokuje duże nadzieje na to, że projekt się uda. Ja już w nim jestem i czekam na rozwój sytuacji…

A jeśli nie jesteście pewni, to dodam jeszcze, że z projektu można w każdym momencie się wypisać, poza tym nie trzeba poświęcać temu czasu, po prostu im mniej robisz, tym mniej zarobisz. Nie ma żadnych wymagań minimalnych co do uzyskiwania rezultatów – wszystko zależy od nas.

Mi to wystarczyło, by spróbować. Zrobicie jak uważacie, ale jest to co najmniej ciekawy projekt.

19:07, jakob.michalski
Link Komentarze (2) »
środa, 26 września 2007
Relacja skrótowa i apel

 

Okazało się, że jednak dalej będę na filozofii. Mianowicie wczoraj odbył się drugi z dwóch potężnych egzaminów – filozofia nowożytna – który to udało mi się zdać. Szczerze powiem, że nie podejrzewałem sukcesu, gdyż materiałowi liczącemu około 2500 stron poświęciłem nie więcej niż – bagatela – jeden niepełny dzień (jakby zliczyć godziny). Na domiar uciechy zostałem uznany przez panią profesor Honoratę Jakuszko za bardzo zdolnego studenta, co strasznie połechtało moje ego, które jak wiecie jest niemałe…

Może kilka zdań o wakacjach, skoro już zmobilizowałem się do reaktywacji tejże strony…

Wakacje były, wakacje minęły… W kosmos wyleciały moje wielkie plany, jakoby to podczas ich trwania pracować i trzepać kasę. Stwierdziłem, że należy mi się odpoczynek, a nie tylko studia – praca – studia – praca… Mam 21 lat i jeśli teraz nie wypocznę, to może mnie już taka okazja nie spotkać (polskie realia). I tak oto leniem wielkim okres letni stanął. Generalnie nie żałuje, jednak wcale nie wypocząłem. Cały ten okres był szary, nudny i imprezowy – tyle. Czyli to, co zwykle, bez nauki. Jedynym wyjątkowym punktem tych dwóch – wszak sesja poprawkowa we wrześniu – miesięcy był wyjazd w Bieszczady, który to zrelacjonuję innym razem. Teraz powiem krótko: Bieszczady to miłość nad miłości w życiu mym od teraz na zawsze.

Mam do Was moi czytelnicy cholernie wielką prośbę, a może raczej apel.


Jak wiecie, wielkimi krokami zbliżają się wybory. Jest szansa na skończenie niekompetencji rządu i fanatyzmu PiS’u. Wybory to ten krótki moment w demokracji, kiedy to my – zwykli ludzie – bierzemy władzę w swoje ręce i typujemy swoich reprezentantów na skalę ogólnopolska, ogólnoświatową… Jest więc możliwość coś zmienić. Jest możliwość uratowania Polski, uratowania Polaków. Jak wiecie jestem człowiekiem o lewicowych poglądach. Jestem stały w moich ideach. W wyborach które się zbliżają nie będę jednak głosował za lewicą (choć chciałbym by odzyskała władzę). Mój głos oddam na Platformę Obywatelską. Powiecie paradoks? Otóż już Wam tłumaczę. PiS prowadzi w sondażach. Boję się, że znowu mogą wygrać i nic się nie zmieni, że dalej będzie kreowany obraz Polski jako niekompetentnego, głupiego, niewykształconego narodu. Wiemy doskonale, że tak nie jest i nie pozwalajmy na taką herezję. Mali – wielcy bracia nie są w stanie składnie ułożyć swojego przemówienie, nie znają słów hymnu NARODOWEGO, a kreują na takich, co to życie Polsce poświęcą. Ciekaw jestem, czy oni chociaż wiedzą gdzie ta nasza kochana Polska leży. Jak może rządzić ktoś, kto nie potrafi wysłuchać słowa sprzeciwu i odeprzeć go, bądź rozłożyć rąk i przemilczeć, a zamiast tego krzyczy na starszego pana i to używając inwektyw: „Spieprzaj dziadu!” Ktoś taki ma rządzić? Ktoś taki nie ma szacunku dla bliźnich, a na wierze i katolicyzmie swoje ugrupowanie opiera... Można by wymieniać różne fakty, ale nie o to mi w tym apelu chodzi. Meritum jest następujące: trzeba się poświęcić, trzeba ten raz nie zagłosować w imię idei, a przeciw niszczeniu Polski. Ten jeden raz trzeba zrobić wszystko, żeby PiS nie mógł rządzić. Ten raz, jeden jedyny raz czyś z lewicy, czyś z prawicy, czyś liberał, czyś komunitarysta, czyś w Polsce, czyś na emigracji, czyś biały, żółty, czarny czy czerwony, czyś homofob, czyś homoseksualista, czyś wierzący, agnostyk czy ateista – idź do wyborów z dumą i wartością, idź do wyborów dla dobra Polski, dla jej ratunku, idź dla własnego dobra i głosuj na Platformę Obywatelską. Tylko w ten sposób możemy ukrócić to, co się dzieje, tylko w ten sposób możemy się wyzwolić. Jeśli będziemy oddawać swoje glosy na Lid, Korwina Mikre itd. PiS będzie miał większość… Nie głosuj na coś! Tym razem głosuj przeciw Prawu i Sprawiedliwości, przeciw braciom Kaczyńskim, przeciw fanatykom. Głos sprzeciwu PiS’owi to głos oddany na PO, która jako jedyna może zebrać wystarczającą ilość głosów, by wygrać z PiS’em. Koledzy, koleżanki, przyjaciele i Wy nieznajomi, co to czytacie: Zróbcie coś by ratować naszą Polskę, naszą przyszłość, głosujcie przeciw temu, co się dzieje. Głosujcie na PO. Połączmy siły, a może jeszcze będziemy dumni z bycia Polakami! Jeszcze nie jest za późno!

Peace! Not PiS!

13:41, jakob.michalski
Link Komentarze (8) »
czwartek, 05 lipca 2007
Oto ja...


Oto i moje (po prawej) prawdziwe oblicze jakies 10 kilo temu :) Teraz wygladam duzo lepiej :D

Po lewej mój dobry przyjaciel i zarazem kompan gitarowy... Można by to zatytulować "Pewnego razu na pewnej imprezie"

Pomyślałem sobie, ze nie macie (część z Was) zielonego pojęcia jak wyglądam, więc to naprawiam.



............

Udało się przedłużyć sesje do 28. także mam nadzieję zdać grekę, z którą męczę się już ostatni na szczęście semestr.
............

Jutro planowany jest wyjazd w stronę Kazimierza Dolnego. Trochę pogoda jest nieobiecująca, ale się okaże jak będzie. Jedzie nas fantastyczna czwórka plus dwie gitary, także musi być wspaniale...
Po powrocie biorę się za naprawę tego, co spierniczone, co spierniczyłem.
00:32, jakob.michalski
Link Komentarze (1) »
niedziela, 01 lipca 2007
Strange feelings...

Ciągle odkładane postanowienia...


Ciągłe robienie kroku wprzód po to tylko, by następnie dwa kroki się cofnąć...

Coraz częstsze refleksje nad sobą nad życiem...

Każde jutro staje się wczoraj pomijając dziś...

Ach, jakby tylko możliwe było rzucenie tego wszystkiego i zaczęcie od nowa. Z czystą kartką własnego ja... Z czystym kontem.

Naprawianie tego, co się spierniczyło zabiera nam czas na budowanie nowego jutra...

Smutno...

Ach żeby się zjawił jakiś ktoś...
Żeby się stało jakieś coś...
Najpierw trzeba na to pozwolić...
15:48, jakob.michalski
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 16 kwietnia 2007
"Niemożność powstania"
 

Żyłem pełen wiary nadziei i siły

Zawsze uśmiechnięty i rządny sukcesu

Myślałem że tak będzie aż do dnia mogiły

Na której spocznę nieświadomy kresu

 

Całe me dzieciństwo trudności nie znało

Najdroższe zabawki najlepsze jedzenie

Ostatnimi czasy coś się pozmieniało

Zostały mi tylko bojaźń oraz drżenie

 

Podczas gry w teatrach dużo mnie uczono

Przede wszystkim kłamać i udawać szczęście

Na scenie tworzyłem baśń mą niestworzoną

Każdym przekłamanym słowem oraz gestem

 

Teraz gdy to piszę zagubiony życiem

Prostymi słowami nagimi szczerością

Rodzą się problemy zabijając skrycie

Oplatając kark mój moją bezsilnością

 

Gdy już uda mi się oddech płytki złapać

I napełnić płuca nadziei marzeniem

Wtedy niewidoczna ręka mnie przewraca

Zabijając resztki sił na otrzeźwienie

 

Ja niczym albatros co skrzydłem zahacza

O pokład okrętu za którym chce lecieć

Nie mogę się podnieść z ziemi co osacza

Prawem grawitacji każde z moich wzniesień

22:58, jakob.michalski
Link Komentarze (1) »
czwartek, 12 kwietnia 2007
"Nie każda przewrotka jest od razu upadkiem"

   

    Wiem… Jak zwykle, jak to ja, pojawiam się i trwam intensywnie, po czym znikam i niewiadomo co się ze mną dzieje… Cały ja – namieszam i się oddalam. 

    Pewnie zastanawiacie się, co się ze mną przez ten długi okres nieobecności działo? Jeśli nie, to nie mam pojęcia, co Wy tu jeszcze robicie (jak widzicie moja ordynarność pozostała bez zmian) i po co to jeszcze czytacie…

    No dobra, dość tych żartów!

    Zdaję sobie sprawę, że moją nieobecnością zarówno w życiu codziennym, jak i w prowadzeniu tejże strony zawiodłem wiele osób. Nie mam zamiaru obiecywać, że będzie inaczej, czy błagać Was o przebaczenie i prosić - klęcząc na kolanach - byście dali mi kolejną szansę. To Wasza wola moi mili. Jak pisał poeta: „Lepiej umrzeć na stojąco, niż żyć na kolanach.” Jedyne, co powiem – będąc w pełni tego świadom i pewny – to, że przepraszam. Przepraszam za nieodebrane telefony, za zawieszenie wielu znajomości, za brak bycia sobą, za kłótnie i żale, za oddalanie się i niechęć rozmowy, za zaniedbanie i nieposzanowanie, za egoizm i smutek, za żal i chamstwo, za nieufność i słabość, za zawód, za niezrozumienie, za tajemnice… Wreszcie chcę przeprosić za to, kim ostatnio byłem i kim nie byłem, kim się stawałem, a kogo z siebie wyrzucałem. Przepraszam, że choć wyciągaliście dłoń, moja powiększała tylko dystans kierując się w zupełnie inną stronę. 

     Ostatni okres mnie wyniszczał. A może po prostu otoczenie i życie dawało mi popalić, a to ja sam dopuszczałem się autodestrukcji nieświadomie wzmagając jej efekt? Wiele naprawdę ważnych spraw w życiu ostatnio sobie olałem, czego teraz żałuję, ale przytoczę kolejną mądrość: „Lepiej grzeszyć i żałować, niż żałować, że się nie grzeszyło.” W tym wszystkim czułem się strasznie bezsilny na to, co się działo, na to, co jeszcze się dziać nie przestało (wtajemniczone jednostki mogą się domyślać). Bezsilność jest jednym z tych uczuć, które potrafią mnie nieźle znokautować… 

     Jak prześledzicie historię tegoż zjawiska, chociażby wśród już zamieszczanych tu notek, zobaczycie, że trwało to już bardzo długo. Dziś wypowiedziałem temu wojnę. Od teraz będę walczył o siebie. O to, kim tak naprawdę jestem. Nie będzie to łatwe, bo gdzieś schował się mój optymizm, gdzieś schowała się moja pewność siebie i to dowartościowanie, które zawsze dawało mi powera. Moje życie już od dość dawna nie ma żadnego wyższego sensu. Może to przez zaniechanie działania artystycznego, może po prostu moja meteopatia, może zaczątki odczuwania samotności, może stracona przyjaźń, może operacja mego brata, może baaardzo długi tryb zdawania sesji – na szczęście zakończony sukcesem? Muszę coś z tym zrobić - to pewne. Ci z Was, którzy jeszcze nie skreślili mnie na dobre, którzy jeszcze sobie mnie nie odpuścili na pewno mi pomogą - chociażby trwając przy mnie… wierzę w to, mam nadzieję, a „nadzieja jest chlebem biednego”. 

     Nie potrafiłem sobie z tym, co się działo/dzieje poradzić i nie będę tu dookreślał, czym to dokładnie było, nie będę się uzewnętrzniał na ogólnodostępnej stronie internetowej. To nie kiczowaty Big Brother, w którym liczy się tylko oglądalność i przychylność widzów (czytelników). Tu nie ma gorących krzeseł. Jedynym uczestnikiem jestem ja. To nie, MTV, które jak się ogląda, to widzi się, jakim się jest smutnym, biednym i niemającym nadziei na sukces w polskich realiach człowiekiem. To właśnie z telewizji rodzą się dziwne marzenia, żeby być polskim - i niestety białym – Puff’em Daddy’m, zamiast po prostu marzyć o kochającej żonie i dzieciach (z drugiej strony, to czy w Polsce da się spokojnie założyć rodzinę?)… No, ale to może nie jest mój problem, aż tak głupi, to ja nie jestem… Już dziś mogę być od Puff’a lepszy ;). Zresztą, problem generacji MTV i innych amerykańskich wymysłów jeszcze opiszę w bliskiej przyszłości… (i już pojawia się dygresja...) 

     A teraz… Cóż, pozostawiam Wam ocenę tego wszystkiego… Albo będziecie dalej i na nowo – Ci, którym podpadłem, Ci, których uraziłem – albo sobie odpuścicie… Ja przyjmę wszystko… Napiję się tego, co sobie nawarzyłem – niestety, piwem się tego nie da nazwać. Tak więc oto głowa moja, pień i naostrzona dla Was siekiera... To, co uczynicie przyjmę i uszanuję.

22:44, jakob.michalski
Link Komentarze (1) »
wtorek, 06 marca 2007
Samopoczucie... Moment... Teraz...
Tadeusz Różewicz - "Ocalony" fragmenty 
"(...) 
To są nazwy puste i jednoznaczne: 

Człowiek i zwierzę

Miłość i nienawiść

Wróg i przyjaciel

Ciemność i światło.
(...) 
 Pojęcia są tylko wyrazami: 

Cnota i występek

Prawda i kłamstwo

Piękno i brzydota

Męstwo i tchórzostwo.



Jednako waży cnota i występek

Widziałem:

Człowieka który był jeden

Występny i cnotliwy.



Szukam nauczyciela i mistrza

Niech przywróci mi wzrok słuch i mowę

Niech jeszcze raz nazwie rzeczy i pojęcia

Niech oddzieli światło od ciemności.
(...)" 
02:11, jakob.michalski
Link Komentarze (5) »
 
1 , 2 , 3